Temat: Otwieram lodówkę, a tam Lenin ;)
W stogu siana leży Jasiek z Maryśką i obserwują jak ogier pokrywa kobyłę.
- Jasiek - pyta Maryśka - po czym ten koń poznaje, że klaczy chce się?
- A bo ja wiem... - odpowiada Jasiek - Może po zapachu.
Po pięciu minutach dialog rozpoczyna Maryśka :
- Jasiek, czy ty masz katar?
Dziś szłam przez centrum i jakiś facet powiedział do mnie:
- Wyglądasz jak gwiazda filmowa. Szkoda, że jestem żonaty...
I poszedł.
Z jednej strony - niby miły komplement... Z drugiej - Whoopie Goldberg też jest gwiazdą filmową...
Po rondzie, prowadząc samochód z kierownicą po prawej stronie, przejechał pod prąd Stirlitz.
Przechodzący obok Kaltenbrunner rzekł do Muellera:
- Ech, ten nasz Stirlitz... Znowu lansuje się na brytyjskiego szpiega.
Rząd cały czas marudzi, że z powodu globalnego ocieplenia powinniśmy oszczędzać energię, palić mniej światła.
Więc wczoraj wyłączyłem światła na godzinę.
Potrąciłem trzech rowerzystów.
ona: - Przyjeżdżaj do mnie.
on: - Po co?
ona: - Ty co, głupi jesteś?
on: - Czemu?
ona: - Rodzice na działkę pojechali...
on: (po chwili) - Nie rozumiem, jeśli twoi rodzice wyjechali, to czemu ja jestem głupi?
Przychodzi facet do lekarza.
- Mocz i kał do analizy pan ma? - pyta medyk.
- Mam.
- Poproszę.
Facio podaje mu buteleczkę z moczem. Lekarz nalewa do kieliszka, próbuje.
- Mocz normalny. Nie widzę żadnych zmian. Poproszę kał.
Pacjent podaje probówkę. Lekarz delikatnie smakuje g*no językiem.
- Też w porządku. Żadnych zmian.
Następnie wkłada kał do moczu, energicznie potrząsa. Znów bierze na łyżeczkę, próbuje.
- Tak, potwierdza się diagnoza: mocz i kał w porządku - mówi lekarz i.... błyskawicznie wylewa płyn na twarz pacjenta. Gościu w szoku:
- Aaaaaaaa!
- No, ale nerwy to powinien pan jednak podleczyć.
[autentyk] Musiałem odbyć tzw. nauki przedmałżeńskie. No i na jedno spotkanie pani poprosiła, żeby przyjść w parach. Moja narzeczona nie mogła więc poszedłem z kolegą. Pani się trochę zdziwiła, pozostałe pary również. No i doszło do momentu, w którym pani wyjaśniała jak rozpoznać, że są dni płodne:
- Chodzi o to, że dni płodne poznajemy, bo śluz jest taki i taki.
Kolega nie omieszkał spytać:
- A jak poznać po smaku?
[autentyk] Razem z paczką znajomych i kumplem, wybraliśmy się na wojaże po krakowskim rynku. Późną już nocą wyszliśmy z jednego z lokali. Wszyscy chcieli się bawić dalej, ale nasze portfele stanowczo twierdziły odwrotnie. Kumpel niewiele myśląc (w ogóle rzadko mu się zdarza) zaczyna się wydzierać:
- Sponsorki szukam!
Po 10 min nieudanych poszukiwań stwierdza cichszym i lekko smutnym głosem:
- No dobra, może być i sponsor...
[autentyk] Wielkanoc. U mnie już jajka poświęcone. Zabrałam obstawę, stoimy dookoła stołu z koszyczkami. Ksiądz, kończąc święcenie mówi:
- No dobrze, jedzenie poświęcone, ale to wcale nie jest najważniejsza rzecz w dniu dzisiejszym. Kto mi powie, jaka to rzecz, może ty, chłopczyku? Jak masz na imię?
- Marcinek.
- To powiedz nam Marcinku, co jest dzisiaj najważniejsze?
- "Shrek 2"!
A chodziło o adorację krzyża...
[autentyk] Jakieś 2 lata temu, pracowałem sobie jako handlowy od kopiarek i sprzętu drukującego. Ze szczęką generalnie nigdy problemów nie miałem, toteż wściekły ból zęba był dla mnie w zasadzie nowością.
Ze dwa dni tak pochodziłem, aż rwanie w szczęce stało się nie do zniesienia. Wskakuje w taksówkę, zostawiając szefa z marudnym klientem i jadę do zaprzyjaźnionej zębolożki.
Pani obejrzała, pogmerała, dziabnęła haczykiem, ja rozdarłem japę i kopnąłem kilka razy w ścianę.
- Trujemy - zakomenderowała dentystka - za paręnaście minut zaboli przez chwilkę i przestanie.
Lekarstwo założone, wsiadam w taryfę i wracam do firmy.
Szef się męczy dalej z klientem. Od słowa do słowa, wyszło, że sobie ustalili kopiarę za 20 tysięcy z hakiem. Przeliczyłem szybko w myślach prowizję i z uśmiechem siadamy do biurka, żeby papiery podpisać.
- A jakiś rabacik to jeszcze wytarguję? - szczerzy się klient.
Spojrzałem na niego i wtedy zadziałała trucizna.
- JA PIE**OLĘ!!! - ryknąłem, zaskoczony bólem.
Szef zamarł. Ja też.
A klient cichutko zza biurka:
- To może chociaż jakiś toner zapasowy?
[autentyk] Korzystając z wolnego od pracy poniedziałku pojechałem do miasta załatwić kilka spraw w urzędzie. Jako, że dzień wcześniej ostro zalaliśmy z kumplem pałę, kac męczy mnie niesamowity. Jest bardzo wcześnie rano, jestem ledwo żywy. Rozkojarzonym wzrokiem szukam interesującego mnie adresu. Musiałem bardzo marnie wyglądać, gdyż przechodząca obok, sympatyczna staruszka, z uśmiechem na twarzy wskazała mi ręką drogę mówiąc:
- Monar jest tam.
Jak mawiają daltoniści: Życie jest jak tęcza: raz białe, raz czarne.
Ech, kiedy wreszcie wynajdą komputery, które na dźwięk słowa "Ku*wa!" posłusznie cofną ostatnią wykonaną czynność...
Młode, pracujące małżeństwo pragnie sprawiedliwie dzielić radości i troski wspólnego życia. Obowiązki sprzątania, prania i zakupy zostają z matematyczną dokładnością podzielone i wpisane w grafik.
Jedynie z przygotowaniem wspólnej kolacji są problemy. Mąż jakoś nie ma do tego serca. Ale jak trzeba, to trzeba...
Pewnego dnia, gdy na niego wypada kolejka, żona zastaje go, po przyjściu z pracy, nagusieńkiego z butelką wody mineralnej w dłoni. Kompletnie oniemiałej małżonce oznajmia:
- Dziś kochanie przygotowałem na kolację "miłość saute z wodą źródlaną".
Kolacja zostaje skonsumowana, lecz żonie pozostaje po niej lekkie uczucie niedosytu.
Na drugi dzień mąż wraca zgłodniały do domu i zastaje następujący widok:
Żona goła, spocona, z rozmazanym makijażem i zwichrowaną fryzurą.
- Krycha, co jemy? - pyta niepewnie mąż.
Odpowiedź żony:
- Resztki z wczoraj.
Sześciolatek pyta mamę:
- Mamuś, ile waży Bóg?
- Kochanie, nie mam zielonego pojęcia, naprawdę. Sorry.
- No jak to nie wiesz? Przecież słyszałem jak wczoraj w nocy mówiłaś: Booooże, ale ty jesteś ciężki...
Zbierz dziesięć nakrętek od Coca-Coli, piętnaście paczek po LM'ach, 3 opakowania od czekolady, puste butelki, plastikowe kubeczki i w ogóle weź ty k*rwa posprzątaj w tym pokoju!
Jeśli ożenisz się z miss to tak jakbyś kupił mercedesa klasy S. Masz pewność, że produkt został sprawdzony przez co najmniej pięciu specjalistów.
Zima. Dwie staruszki spacerują po oblodzonych alejkach w parku.
Pogryzają sobie ciastka. Nagle jedna się poślizgnęła. Druga na to:
- Uważaj, Marysiu. Poślizgniesz się, upadniesz, rozbijesz sobie głowę, mózg ci wycieknie i zepsujesz mi apetyt...
Rozmawiają dwaj jaskiniowcy:
- Pijemy krystalicznie czystą wodę, oddychamy nieskażonym powietrzem, jemy naturalne pożywienie bez konserwantów- mówi jeden.
- Dlaczego więc, do cholery, umieramy w trzydziestym roku życia?- dziwi się drugi.
Do Berlina przyjechała chińska trupa cyrkowa. Stojący przed cyrkiem Chińczycy reklamują łamaną niemczyzną przedstawienie:
- Plosimy do ślodka, zobaczycie lewelacyjny numel cylkowy! Tego nigdy do tej poly nie było!
- Zaplaszamy seldecznie, to zmlozi klew w Waszych żyłach! To wplost nie do wialy, to pielwszy taki numel w całej histolii cylku!
- Tylko w naszej tlupie cylkowej zobaczycie taki nieplawdopodobny numel, tludno dać wialę!
Zebrało się zatem wielu chętnych, którzy wykupili bilety i zajęli miejsce w cyrkowym namiocie. Pogasły światła, rozległy się werble, a na scenę wyszedł niepozorny Chińczyk. Stanął pośrodku areny. Werble nagle ucichły, a Chińczyk... nabrał powietrza do płuc i:
- RRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR...
Małżeństwo: zdarzenie, po którym mężczyzna przestaje kupować kwiaty cięte, a zaczyna kupować takie do posadzenia w ogródku.
Bigamia to jedyne przestępstwo, które jest jednocześnie karą.
Z zasad dobrego wychowania:
- Jeśli pukasz po pijaku w drzwi od kredensu i nikt ci nie otwiera, zastanów się dobrze, czy na pewno jesteś tam potrzebny...
Skaczą spadochroniarze. Wszyscy wyskoczyli. Wypuszczający wraca na miejsce, jednak z zaskoczeniem stwierdza:
- Iwanow?! Wy tutaj?! Przecież skakaliście pierwsi?!
- Tak, towarzyszu kapitanie, ale spadochron się nie otworzył i wróciłem po nowy.
Mój dziadek zawsze marudzi z powodu cen różnych produktów.
- 15 zł za filiżankę herbaty?!
Odpowiedziałem:
- Sam przylazłeś, nie zapraszałem cię!
- Ile masz dzieci?
- Siedmioro.
- Ile mają lat?
- Dwanaście, jedenaście, dziesięć, dziewięć, osiem, siedem i sześć.
- A potem co? Założyłeś żonie spiralę?
- Nie, internet...
[autentyk] Robimy porządki wiosenne i przy okazji czyścimy garaż. Ojciec znalazł jakieś ustrojstwo i okazało się, że to kompletny wtrysk do Fiata Uno, który pozostał po dawno temu naprawianym samochodzie kuzynki.
I tu dylemat - wywalić na złom czy wystawić na Allegro (bo w sumie wszystko sprawne, a fiat już dawno sprzedany).
Brat pyta:
- A może znacie kogoś, co jeździ Uniakiem?
Ja na to:
- U nas w pracy jedna ma Uno, ale jak ją znam, to po pytaniu, czy potrzebuje jednopunktowego wtrysku na 100% z liścia dostanę...
[autentyk] Ładnych parę lat temu pracowałem jako kierowca i jeździłem po całej Polsce. Pewnego razu, podczas trasy, zatrzymałem się po drodze przy wiejskim sklepiku żeby coś sobie wrzucić na ruszt. Był to typowo wiejski sklepik, malutki, przed nim niewielki "parking" a także murek z kamieni na którym przesiadywał "kwiat" tej wioseczki z "flachą pokoju" w ręce, czyli jedna flaszka na trzech i każdy po łyku. Nagle przed sklepikiem zatrzymuje się czarny Focus i wysiada z niego parka, typowi krawaciarze wracający z jakiejś prezentacji handlowej. On zakupił butelkę litrową jakiegoś napoju i daje jej się napić. Ona pije po czym oddaje butelkę i pyta się go, czy się po niej nie brzydzi pić z tej samej butelki, na to on, że "picie po niej to prawie jak pocałunek". Pijaczki które usłyszały ten tekst na chwilę zamarli w bezruchu, po czym jeden z nich wszedł do sklepu i mówi:
- Pani Jadziu, pani da trzy kubeczki...
Same pieniądze szczęścia nie dają, trzeba je jeszcze mieć.
Jeden dobrze wymierzony kopniak w tyłek jest więcej warty niż 1000 słów krytyki.
Jeśli pomożesz przyjacielowi w potrzebie, nie zapomni o tym... jeśli znowu będzie w potrzebie.
Dwóch Eskimosów wraca z polowania do domu. Nagle jeden z nich woła:
- Ty, Twoje iglo zniknęło!
- Cholera... - stwierdza drugi - ... pewnie znowu zapomniałem wyłączyć żelazko!
Rodzina na kontroli celnej. Celnik znajduje w jednej z walizek pakunek z żółtym proszkiem. Pyta:
- Co to jest?
Na co najmłodsze z dzieci odpowiada:
- Kokaina
- A czemu żółta?
- Bo to taka dla dzieci. Owocowa...
Niemcy pracują nad swoją wersją Gadu-Gadu. Będzie nosiła nazwę Schprechen-Schprechen. W skrócie wiadomo jak...
Mąż do żony:
- Czy ty chcesz, żeby cię wszyscy nazywali tanią dziwką!?
- Nie...
- To bierz więcej!!!
Przyjechali rodzice chłopaka do rodziców dziewczyny w swaty. Gospodarze zachwalają:
- Nasza córka i gotować może i prać i dzieci rodzić...
- O, to świetnie, bo nasz syn je, brudzi i r*cha...
- Kto to jest biseksualista w San Francisco?
- Facet któremu podobają się zarówno mężczyźni, jak i młodzi chłopcy.
Każdy tuman, który nie umie dodawać, twierdzi, że jest humanistą.
Lekarz do pacjenta:
- Mam dla Pana dwie wiadomości. Pierwsza jest taka, że ma pan raka. Druga, że ma pan silną sklerozę.
Pacjent:
- Najważniejsze, że nie mam raka.
Ludzie dzielą się na tych, którzy robią backupy i na tych, którzy będą robili backupy.
Po uczcie weselnej młodzi zostali nareszcie sami.
- Czy zawsze będziemy tacy szczęśliwi? - pyta pan młody patrząc czule w oczy wybrance.
- Zawsze, kochany.
- I będziesz mnie wiecznie kochała?
- Wiecznie, mój skarbie.
- I będziemy mieli dużo dzieci?
- Jeżeli będziemy tak dalej stali i gadali, to pewnie nie.
Kowalski miał w bloku zbirów, co to mu nigdy przejść obok spokojnie nie dawały. W najlepszym razie się nasłuchał mięsa, w najgorszym razie oberwał. Za którymś razem nie wytrzymał i zwrócił się do znajomego. A on na to:
- Słuchaj, stary. Masz posturę. Ty się zapisz na karate i zobaczysz, za trzy miesiące żaden ci nie podskoczy. A póki co ich unikaj.
Kowalski zrobił jak mu znajomy radził, przez trzy miesiące unikał drabów i chodził na karate. W końcu któregoś dnia stwierdził, że teraz już się z nimi rozprawi, i poszedł na spotkanie z nimi.
Nazajutrz znajomy widzi Kowalskiego całego poobijanego.
- Stary, co ci się stało?
- Znowu te dranie z mojego bloku.
- No ale karate...
- Tak, ale to na nic. Zaatakowali mnie, zanim zdążyłem założyć kimono.
Pewien Żyd przeczytał, że mężczyźni, którzy mają bardzo gęste brody są bardzo głupi. No a on miał właśnie taką gęstą, więc żeby nikt sobie o nim nie pomyślał, jaki to on jest głupi, postanowił sobie swoją wypalić (wiadomo, ortodoksom nie wolno ani ścinać, ani golić się). Oczywiście strasznie się przy tym poparzył, więc na marginesie książki dopisał: "sprawdzone i udowodnione".
[autentyk] Zasłyszane w Radio ZET.
Mówili coś o książce opisującej współżycie małżeńskie, orgazmy itp. - przynajmniej tyle usłyszałem kątem ucha. Autorem tejże publikacji jest jakiś tam ksiądz. Na koniec prowadzący skwitował wszystko słowami:
- Pamiętajcie, ażeby przed seksem zdjąć sutannę.
[autentyk] Do porannego konkursu dla telewidzów dzwoni facet. Prowadzący odbiera, jak zwykle pytając o imię i miejsce zamieszkania:
- Kogo witam, kogo goszczę?
- Zbigniew.
- Z?
- Zbigniew!!!
[autentyk] Stoję ja sobie dzisiaj na rynku. W pewnym momencie mija mnie parka, oboje odwaleni, jak na wesele. Dziewczę odzywa się tonem tęskniącym za komplementem:
- Czy ja na pewno wystarczająco ładnie wyglądam?
Na co jej towarzysz:
- Spoko mała, na szczęście ja nadrabiam...
Mąż do żony:
- A z Brucem Willisem za milion dolców byś się przespała?
- Jakbym nazbierała…
Środek lata, skwar nie do wytrzymania, w tramwaju ścisk. Obok spasionego, spoconego faceta stoi atrakcyjna dziewczyna. Facet gapi się na nią jak sroka w gnat. Dziewczyna to spostrzega. Facet jest speszony, ale dziewczyna ślicznie się uśmiecha, po czym zwraca się do niego zmysłowym głosem:
- Proszę mi powiedzieć... Czy lubi pan uprawiać seks po prysznicem?
- Słucham... że jak?! - duka zaskoczony facet, zdziwiony bezpośredniością dziewczyny.
- Pytałam, czy lubi się pan pieprzyć pod prysznicem?
- No bo... ja... - facet wciąż nie może podźwignąć oklapniętej szczęki.
- Niech się pan nie wstydzi - mówi dziewczyna. - Na przykład ja bardzo lubię seks pod prysznicem, chciałabym wiedzieć, czy pan również?
- No owszem, lubię... - odpowiada gość, zaczynając wierzyć w swój szczęśliwy dzień.
- To proszę się tam pieprzyć codziennie rano i wieczorem, albo przestać jeździć tramwajem.
Gdyby nie Radio Maryja człowiek nigdy by się nie dowiedział jak wiele pieniędzy potrzeba do życia w ubóstwie.
Chodzi po targowisku facet i woła:
- Wiertarkę sprzedam, wiertarkę sprzedam! Dobra wiertarka, bardzo dobra.
Podchodzi do niego jakiś facet i mówi:
- Panie, przecież to jest kałach!
- Kałach, nie kałach, ale dziurki potrafi świetnie robić.
Jasiu poszedł do sklepu po klej.
- Owszem - mówi sprzedawca. - Mamy klej, nawet bardzo dobry, tylko nie możemy go odlepić od regału.
Odrapany i rozklekotany samochód wjeżdża na autostradę.
- 50 centów - mówi strażnik.
- Sprzedane! - odpowiada zadowolony kierowca.
Wczoraj rosyjski turysta będąc pod wpływem pobił armię Lichtensteinu.
- Co pan robił 16 marca 1999 roku o 11:42?
- Siedziałem na fotelu z kalendarzem w ręku i patrzyłem na zegarek.
Jakiś czas temu w jednostce bombowców strategicznych zapowiedziano poważne ćwiczenia. Włącznie z wylotem z kompletem uzbrojenia bojowego. Przyjechała wizytacja ważnych szyszek, łącznie z jakimś generałem, bohaterem Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Delegacja stoi sobie spokojnie na lotnisku, obok pasa startowego, obserwują pułk podczas ćwiczenia "Alarmowe poderwanie jednostki". Samoloty startują parami, jedna szybko za drugą, nawracają. Nagle...
...od jednego z samolotów coś się oderwało. Podobne do bomby. Cała delegacja przerażona zaiwania do rowów, tylko jeden generał został. I chichotał jeszcze do tego. Bomba upadła, parę razy się odbiła, pobujała i uspokoiła. Oficerowie wyleźli z rowu. Brudni, jak świnie, bo to po deszczu było. Podchodzą do generała, pytają:
- Towarzyszu generale, dlaczego nie uciekaliście, a jakby wybuchła?
- A po co się chować? Toż to jądrówka.
O tempora, o mores, o ku**...