Temat: Szmoncesy
Do cadyka przychodzi strapiony Żyd:
- Rabbi, mam kurzą fermę - i prawie połowa kur moich zdechła.
- A czym ty je karmisz?
- Owsem.
- Bardzo niedobrze! Należy je karmić pszenicą.
Minęły dwa dni.
- Rabbi, znowu padło dwadzieścia kur!
- A jaką im wodę podajesz do picia?
- Studzienną.
- Bardzo niedobrze! Należy im dawać gotowaną.
Po tygodniu:
- Rabbi, znowu zdechło 50 sztuk! Wasze rady nic nie pomogły...
Cadyk z uśmiechem:
- Słuchaj przyjacielu! Ja mam jeszcze bardzo wiele dobrych rad, ale czy ty masz jeszcze kury?
Okolica Krynicy. Ścieżką polną przechadza się rabbi w towarzystwie szamesa. Nagle z chłopskiej zagrody wybiega duży pies i zaczyna straszliwie ujadać. Cadyk podwija poły chałata i pędzi co sił w nogach w stronę uzdrowiska.
- Rabbi - stara się go uspokoić szames - i po co my właściwie uciekamy? Przecież Talmud powiada, że pies nie dotknie zębami uczonego człowieka.
- To prawda - odpowiada cadyk nie zwalniając biegu - Ale czy pies czyta Talmud?
W bóżnicy. Chasyd, wsłuchany w pojekiwania cadyka, modląc się podnosi głos coraz wyżej.
- Słuchaj - szepce mu do ucha najbliższy sąsiad - nie wrzeszcz tak na Pana Boga! Po dobroci wskórasz więcej...
Rabbi Herszl z Ostropola wstępuje zimowego wieczoru do domu jednego z kantorów synagogi. Zmarznięty wskutek przenikliwego zimna panującego na zewnątrz z wdzięcznością przyjmuje szklankę gorącej herbaty. Pijąc, patrzy na młodego kantora. Twarz nie wydała mu się zbyt piękna, a sądząc po mieszkaniu, nie był też bogaty. Po chwili kieruje do niego podziękowanie w postaci błogosławieństwa:
- Niech Bóg obdarzy twoją narzeczoną trzema cnotami: niech będzie piękna, bogata i szalona.
- Ale dlaczego miałaby być szalona? - pyta zdziwiony chłopak.
- Jeśli ona będzie piękna i bogata - odpowiada Herszl - to ona musi być szalona, jeśli zdecyduje się wyjść za ciebie.
Pytano kiedyś Herszla z Ostropola, który miał gwałtowną i kłótliwą żonę:
- Czy to prawda, że czasem bijesz swą żonę laską, a ona oddaje ci wałkiem do ciasta?
- Nie zawsze tak jest - odpowiada. - Czasem się zamieniamy.
Pewien młody talmudysta z Chełma, nie bardzo uświadomiony w sprawach życia doczesnego, został ożeniony dość wcześnie. Niedługo po ślubie żona jego urodziła dziecko. Młody człowiek poleciał do rabina i pyta go:
- Rebe, wydarzyła się dziwna rzecz. Moja żona właśnie urodziła dziecko, a my jesteśmy dopiero trzy miesiące po ślubie. Jak to może być, przecież każdy wie, że do tego potrzeba 9 miesięcy.
Rabin uśmiechnął się i powiedział:
- Mój synu, niewielkie masz pojęcie o tych sprawach. Nie znasz prostych zasad kalkulacji. Pozwól, że ci zadam kilka pytań: żyłes z twoją żoną trzy miesiące?
- Tak.
- Czy ona z tobą żyła trzy miesiące?
- Tak.
- A razem żyliście ze sobą trzy miesiące?
- Tak.
- Policz więc: trzy miesiące i trzy miesiące, i trzy miesiące, to ile?
- Dziewięć miesięcy, rebe.
- Widzisz, nie namyślisz się i przychodzisz mi zawracać głowę głupimi pytaniami.
W czasie pogrzebu miejscowego bogacza tłum ludzi znalazł się na cmentarzu. W tłumie, przy samym grobie, stał ubogo ubrany człowiek i zalewał się łzami. Sąsiad zapytuje go:
- Czy pan jest bliskim krewnym zmarłego?
- Nie, w ogóle nie jestem krewnym.
- To dlaczego pan płacze?
- Właśnie dlatego.
Młody człowiek zwraca się do szadchena z pretensją po wizycie u proponowanej narzeczonej:
- Co mi pan proponujesz? Przecież ona kuleje.
- Ale tylko kiedy chodzi.
Ulicą idzie pogrzeb. Za trumną, pogrążony w smutku, idzie Blum. Spostrzego go znajomy, podchodzi i pyta
- Blum, kto ci umarł?
- Żona mi umarła.
- Blum, przecież rok temu pochowałeś żonę.
- Tak, ale w miedzyczasie ożeniłem się znowu.
- Wiesz, wcale nie wiedziałem. Pozwól, że ci złożę najserdeczniejsze życzenia. Mazel tow!
Chaim stoi przed komisją poborową i co chwila przeciera oczy.
- Panie doktorze, ja jestem bardzo krótkowidzacy, prawie niewidomy.
- Niewidomy? - pyta z zaciekawieniem doktor.
- Tak jest. Czy pan doktor widzi ten hak, na suficie, bo ja go wcale nie widzę...
Dwóch chasydów dyskutowało na temat wielkości swych rabinow. Jeden z nich powiada:
- Mój rebe to taki cudotwórca, że nie masz pojęcia. Wyobraź sobie, że kiedyś widząc niepoprawność grzeszników, zawołał w czasie kazania w bóżnicy: Panie Boże! Spraw, żeby za karę na głowy tych grzeszników zwaliły się mury bóżnicy. I wtedy wszyscy zaczęli prosić: rebe, jesteśmy grzesznikami, to prawda, ale w bóżnicy jest tyle kobiet i niewinnych dzieci, szkoda przecież ich życia. Rabin dał sie ubłagać. Wzniósł ręce do nieba i zawołał: O Wiekuisty, spraw, żeby się mury nie zwaliły przez wzgląd na niewinne kobiety i dzieci. I masz pojęcie!? Stał się cud i mury się nie zawaliły!
Jadą w pociągu Żyd i młody wikary. Siedzą vis-a-vis siebie. Raptem Żyd pyta:
- Jak ksiądz awansuje, to kim zostanie?
- Mogę zostać proboszczem - odpowiada wikary
- A później? - pyta Żyd
- Później mogę zostać kanonikiem.
- A jeszcze później?
- Jeszcze później mogę zostać prałatem.
- A dalej co?
- Dalej, gdybym miał wybitne zasługi, to mogę zostać biskupem.
- Można jeszcze więcej?
- Tak, można. Z woli Ojca Świętego mógłbym zostać kardynałem.
- Ten wasz Ojciec Święty to papież, czy dobrze gadam? On całym waszym Kościołem rządzi, co?
- Tak, całym.
- To dopiero byłby awans proszę księdza! No bo jeszcze wyżej...
Wikary kręci głową:
- Wyżej już nie można.
A na to Żyd:
- Dlaczego nie? Jednemu z naszych się udało!
Mosze zszedł z Synaju, stoi przed Żydami trzymając Tablice w ręku, wszyscy czekają, co teraz powie.
- Żydzi - mówi Mosze - mam dla was dwie nowiny, jedna dobra, a druga zła. Od której zacząć?
- Od dobrej - jednogłośnie odparł lud.
- Dobra to ta, że udało mi się sporo utargować tam na górze, miało być 30, zostało tylko 10!
- Szkojach - wykrzyknęli Żydzi - a jaka jest ta zła wiadomość?
- Niestety, cudzołóstwo zostało!
Chasyd: Ostatnio rabbi nasz dokonał prawdziwego cudu. Przechodząc wąską ścieżką obok rzeki poślizgnął się i wpadł w głębię. Nie umiał pływać. Na szczęście przypomniał sobie, że w kieszeniach swej jedwabnej kapoty ma dwa śledzie. Tchnąwszy w nie ducha, wsparł się o ich grzbiety i szczęśliwie dobił do brzegu...
Sceptyczny słuchacz: Nie wierzę w takie cuda. A gdzież dowód?
Chasyd: Możesz sam sprawdzić. Rabbi żyje dotychczas.
Rozmowa księdza z chasydem:
- Wy, Żydzi to dziwny naród. Nie wierzycie w zmartwychwstanie Chrystusa Pana, a wierzycie, że wasz rabin-cudotwórca na chustce od nosa staw przepłynął...
- No, tak, ale to jest prawda!
Dialog między chasydem a Żydem wolnomyślnym, niewierzącym w moc nadprzyrodzoną rabinów-cudotwórców.
- Jak śmiesz wyśmiewać się z naszego cadyka, któremu Bóg objawia się w każdy piątkowy wieczór?
- Skąd ty to wiesz?
- Skąd ja wiem... sam mi o tym opowiadał!
- A czy on aby nie kłamie?
- Czyś oszalał? Posądzasz człowieka, któremu Bóg się objawia, o kłamstwo?!
Chełmska bogaczka poleca służącej:
- Zejdź do jatki i zobacz, czy rzeźnik Fajwel ma cielęce nogi.
Służąca wraca po kilku minutach.
- No i co?
- Nie mogłam zobaczyć, bo ma na nogach buty...
Moryc wraca do domu i zastaje swoją żonę we łzach. Żona, zapłakana, mowi:
- Właśnie się dowiedziałam, że masz romans ze swoją sekretarką. Jak mogłes mi to zrobić? Zawsze byłam dobrą żoną. Gotowałam dla ciebie, wychowałam ci trójkę dzieci i od trzydziestu pięciu lat jestem przy tobie. Czego jeszcze potrzebujesz do szczęścia?
Moryc odpowiada:
- To prawda, Sara, jesteś najlepszą żoną, jaką można sobie wymarzyć. Uszczęśliwiasz mnie na tyle sposobów... poza jednym. Nigdy nie jęczysz, kiedy się kochamy.
Sara na to:
- A gdybym zaczęła jęczeć, przestałbyś mnie zdradzać?
Moryc przytakuje, więc Sara ciągnie go do sypialni mówiąc:
- Pokażę ci, że potrafię.
Idą do sypialni, rozbierają się, wchodzą do łóżka.
Kiedy zaczynają się całować, Sara pyta:
- Teraz, Moryc? Mam jęczeć?
- Nie, jeszcze nie.
Zaczyna się gra wstępna, Sara pyta:
- Już?
- Nie, powiem ci kiedy.
Akcja zaczyna nabierać tempa i rumieńców.
- Czy już mam jęczeć, Moryc?
- Czekaj, czekaj. Powiem ci, kiedy.
Po dłuższej chwili, kiedy Moryc zbliża się do końca, krzyczy:
- Teraz, Sara, teraz - jęcz!
- Och, Moryc... Dzieci się ciągle kłócą, zepsuła się pralka, na stole leży góra rzeczy do uprasowania, no i na dodatek dowiedziałam się, że mój mąż ma romans z sekretarką!
Jeszcze dziś wiele osób pisze ręcznie cyfrę 7 z poziomą kreską w połowie wysokości. Kreska ta zaniknęła w większości stylów pisma maszynowego i komputerowego. Ale czy wiecie dlaczego ta kreska przetrwała do naszych czasów? Trzeba powrócić do czasów biblijnych, kiedy to Mojżesz wspiął się na górę Synaj. Gdy zostało mu podyktowane 10 przykazań, zszedł do swego ludu i zaczął odczytywać im donośnym głosem każde przykazanie. Gdy doszedł do siódmego, odczytał: "Nie będziesz pożądał żony bliźniego swego", na co z tłumu odezwały się liczne głosy: "Skreśl siódemkę, skreśl siódemkę!".
Przychodzi Żyd do rabina i mowi: - Rebe, moja żona próbuje mnie otruć!
- Nie może być - mówi rebe - tobie na pewno tak się tylko wydaje.
- Ależ Rebe, to prawda, ona naprawdę chce mnie otruć!
- Słuchaj - mówi rebe - ja z nią porozmawiam i zobaczymy, co jest grane.
Po tygodniu znów wraca do rabina: - No i co, Rebe...?
- Słuchaj, Mojsze, ja do niej telefonowalem i rozmawialiśmy trzy godziny...
- No i co, rebe?
- Wiesz co, Mojsze, ty wypij tę truciznę...
Dwóch uczniów jeszybotu spierało sie na temat palenia papierosow, a ponieważ nijak nie mogli sie zgodzić, poszli do Rabina:
Rebe - pyta pierwszy - czy wolno palić, jak się studiuje Torę?
- Oczywiście, że nie - zawyrokował rabi.
- Rebe - zaczął drugi - pozwól, że postawię to pytanie inaczej: - Czy gdy się pali, można studiować Torę?
- Oczywiście, że tak, brzmiała odpowiedź rebe...
Recently heard on El Al flights upon landing at Ben-Gurion:
"Please remain seated with your seatbelts fastened until this plane is at a complete standstill and the seat belt signs have been turned off."
"To those of you still seated, we wish you a Merry Christmas, and hope that you enjoy your stay... and to those of you already standing in the aisles, talking on cell phones, and pushing to the front, we wish you a Happy Chanukah, and welcome home."
O tempora, o mores, o ku**...