Łooo, ludzie! jak ja byłam na komisji poborowej to były jajca! W przenośni i dosłownie 
Tylko, że ja byłam prawie po drugiej stronie barykady. Konkretnie to sekretarz komisji lekarskiej.
Jeden gościu wyszedł z przebieralni rozebrany do naga, a ja akurat użerałam się z jakimś nieczytatym i niepisatym, żeby 3 krzyżyki postawił w miejscu podpisu (nota bene w czasie prac tej komisji przeżyłam szok uświadomiwszy sobie, że wskaźniki analfabetyzmu w Polsce wcale nie są wyssane z palca - smutne, ale prawdziwe...). No, w każdym razie golusieńki młody człowiek wychodzi z przebieralni, a ja siedzę do niego bokiem. Zorientowałam się, że jakieś poruszenie jest wśród lekarzy, a potem zarejestrowałam głównego lekarza jak wyskakuje zza biurka i leci z rozwianym fartuchem w stronę jakiegoś chłopaka. Niestety tak pobiegł, że ... NIC nie zobaczyłam, ten fartuch mi wszystko zasłonił!
Wepchnął go do przebieralni, pogadał z nim i jego bratem i wszystko wróciło do normy. Komisja zachowała potem kamienny spokój do końca pracy. Jak ostatni poborowy opuścił pomieszczenia, tośmy dopiero mieli używanie, a najbardziej wszyscy śmiali się ze mnie, że tego nie widziałam.
Swoją drogą okazało się, że ten chłopak to debil - tak po prostu. Rozumiał tylko najprostsze polecenia - usiądź, idż tam, możesz iść do brata (dlatego ten brat był w obstawie, bo sam chłopak by nic nie załatwił). Ale miał kumatych rodziców - nauczyli go, że jak ma się podpisać, to ma otworzyć swój dowód osobisty i PRZERYSOWAĆ LITERKI swojego imienia i nazwiska. Tak więc zaskoczył mnie tu na plus w porównaniu z tymi niby normalnymi, którzy jak im pokazywałam palcem "Tu wpisz dzisiejszą datę (wymieniałam datę), a tu się podpisz" zaczynali koślawo pisać "dzisiejsza...". No więc im przerywałam i dyktowałam cyferki.
Badanie wzroku zawsze zaczynało się pytaniem pielęgniarki, czy chłopak zna litery, bo bez tego przecież z tablicy nawet tego wielgachnego "A" nie przeczyta. Śmieszne? Nieee, smutne...
A jednego poborowego wysłałam osobiście do wojska. Mam nadzieję, że mi to kiedyś wybaczy...
Pamiętam, że to był Józef. Chłopak przedstawił dokumenty, zaświadczenia lekarskie, zdjecia rentgenowskie itp, itd, że jest ciężko chory - rak płuc w zaawansowanym stadium. Faktycznie cała komisja była wstrząśnięta, że taki młody a naprawdę pójdzie niedługo do piachu. Wszyscy szu szu szu... szeptem, żeby nie mówić o tym głośno przy chłopaku i z miejsca dostał kategorię E. Ja wypisuję decyzję, zbieram te wszystkie jego kwity do koperty i mój wzrok padł na zdjęcie RTG i z bezbrzeżnym zdumieniem na głos czytam: "Ale to jest zdjęcie faceta >>Xxxxxxx Józef, lat 54<<!". No i wyszło szydło z worka - chłopak przyniósł kwitki swojego ojca, też Józefa. Przewodniczący komisji mało gazety nie spalił papierosem z wrażenia.
Nie dziwota, że naród tak urzędasów nienawidzi, no nie? 
Nowicjuszu, każde wrzucenie przez Ciebie linka zostanie wykorzystane przeciwko Tobie. Dodatkowo przed wstawieniem linka skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą 
O tempora, o mores, o ku**...