Odp: Duża wrzuta
Był sobie kościół i był sobie bar po drugiej stronie ulicy. Proboszcz od dawna zabiegał o to, by bar zamknąć, lecz właścicielowi wciąż udawało się jakoś swój interes bez szkody dla zysku prowadzić. Ksiądz groził karą boską, wyklinał, przeklinał i wzywał wiernych do modlitwy, aby niewygodnego przedsiębiorcę z pomocą bożą usunąć. Bez efektu. Aż kiedyś przydarzyła się burza, pioruny waliły gdzie popadnie, a jeden rzeczywiście trafił w knajpkę, która niewiele myśląc wzięła się i spaliła do imentu. Właściciel także się nie zastanawiał, tylko wziął i z miejsca podał proboszcza do sądu, za to, iż to z jego przyczyny szkodę on sam jako człowiek interesu poniósł. Proboszcz oczywiście zaprzeczył: "To jakiś absurd!", a po jego stronie opowiedziała się większość wiernych z parafii. Rzecz jasna wkrótce spotkali się wszyscy w sądzie.
Na rozprawie sędzia rozłożył przed sobą akta, przewertował, potoczył wzrokiem po sali i powiedział:
- Nie wiem, co się tu kurde dzieje, ale z tego, co widzę w tych papierach, to mamy tu jednego szynkarza, który wierzy w potęgę sił boskich i setkę parafian wraz z księdzem, którzy temu stanowczo zaprzeczają...
Dentysta do pacjenta podczas “prac głębinowych”:
- O przepraszam, zdaje się, że naruszyłem panu nerw.
- Nie szkodzi, nawet nie bardzo bolało – uspokaja pacjent – tylko niepotrzebnie pan z tego powodu wyłączył światło...
Za oknem zmierzchało. Ona leżała na plecach doskonale goła. Jej blada pierś w ostatnich promieniach zorzy wieczornej pomalowała się w róż. A całość dopełniały delikatnie opalone i wygięte nogi... Kapitan Sidor patrzył na nią, zamyślony głęboko... I było nad czym myśleć - jedna kura na pięciu chłopa...
Pacjent budząc się z narkozy pyta lekarza:
- Doktorze, czy udało się ocalić moją nogę?
- Jasne. Tu stoi, w bańce z formaliną.
Jest wiele zespołów w historii muzyki, które się rozpadły. Ale jedynym solistą, który się rozpadł jest Michael Jackson.
Tłum oklaskuje saksofonistę po wspaniałym koncercie. Jedna z kobiet na widowni mówi do swojej koleżanki:
- A wszystko dlatego, że on bardzo dużo pracuje. Ty wiesz ile on ćwiczy? Już siódmy jego sąsiad wylądował w wariatkowie!
W szkole byłem noga z nauk ścisłych. Dlatego pracuję w Instytucie Meteorologii.
Stewardesa na pokładzie samolotu transatlantyckiego:
- Szanowni pasażerowie naszego lotu, w ciągu paru najbliższych minut będziemy awaryjnie lądować na wodzie. Proszę, aby Państwo płynęli dalej w kierunku lądu. Tych z Państwa, którzy nie umieją pływać pragnę już teraz serdecznie pożegnać i mam nadzieję, że mieli Państwo udany lot.
- Ehhhh, dlaczego wy, faceci, nigdy nie wiecie, czego chce kobieta...
- A dlaczego wy, kobiety, wiecie czego chce mężczyzna, a tego nie robicie?
Grupa studentów przyjechała na praktyki do kołchozu na obrzeżach Syberii. Miejscowi zaprosili ich na wieczorek integracyjny. Jeden ze studentów widzi, jak w pewnej chwili sześciu kołchoźników wynosi jednego ze studentów, zalanego w trupa. Pyta jednego z miejscowych:
- Gdzie oni go niosą?
- Do sąsiedniego pokoju. Wiesz, u nas kobiet nie ma, więc trzeba korzystać z tego, co los da. Idą tam w sześciu i sobie używają...
Student wystraszony, postanowił się pilnować, niestety, pół godziny później i jemu prąd wyłączyli. Ocknął się i czuje, że jest niesiony. Zaczyna wrzeszczeć:
- Nie!!! Nie chcę! Nie nieście mnie do sąsiedniego pokoju!!!
W odpowiedzi słyszy:
- Nie szarp się tak i nie denerwuj. My cię już z powrotem niesiemy.
- Halo, ambasada holenderska?
- Młody człowieku, holenderski to może być sobie ser, a to jest ambasada Królestwa Niderlandów.
Wchodzi łysy skinhead do restauracji i warszawskim Marriotcie, staje w drzwiach i krzyczy:
- HERBATY !!!
Wszyscy goście zniesmaczeni jego zachowaniem, w tym momencie kelner zwraca mu uwagę:
- Może by tak pełnym zdaniem
Chwila zastanowienia - jakieś 5 min skin stoi w bezruchu i nagle zadowolony krzyczy:
- HERBATY KURWA!!!
Spotykają się dwie blondynki, pierwsza wyciąga torebkę z cukierkami i mówi:
- Chcesz krówkę?
- Nie, dziękuję, jestem wegetarianką.
Był u mnie ksiądz po kolędzie i mówił, ze trzeba teraz balować, bo niedługo nadejdzie jakiś "wielki post" - mam pytanie:
od kogo nadejdzie ten post i ile mega będzie zajmował?
I skąd ksiądz wie takie rzeczy? Oni tez są na grupie?
Pytam, bo siedzę na modemie i ciężko mi się ściąga wielkie posty.
Jak emeryt spędza wolny czas:
w USA: butelka whisky i cały dzień na rybach;
we Francji: butelka burgunda i cały dzień na dziewczynkach;
w Polsce: butelka moczu i cały dzień w przychodni
Posłowie powinni znieść dożywocie. Mężnie.
Przychodzi dziadek do banku, rozpina rozporek, kładzie na ladzie... Zszokowana urzędniczka pyta:
- Dziadku, co wy?!
- Można u was wziąć kredyt pod nieruchomość?
- Jakie są dwie najważniejsze dziury w ciele kobiety?
- Nozdrza. Może przez nie oddychać robiąc loda.
- Wie pan, za co pana zatrzymałem?
- Wiem, panie władzo, ale to sprawa życia i śmierci...
- A konkretnie?
- Czeka na mnie w domu goła kobieta.
- I?...
- I jeśli nie zdążę do domu przed żoną, to jestem martwy...
Już po wszystkim na Gorze Kalwarii zmiana warty.
Przychodzą nowi żołnierze rzymscy i jeden z nich pyta się zmienianych:
- No i jak, zabawiliście się?
- E tam - mówi jeden z nich - raptem trzy osoby na krzyż...
Pytanie: Czy Ewangelie wspominają coś na temat kolegialnych decyzji podejmowanych jednogłośnie przez wszystkich biskupów?
Odpowiedź: Oczywiście! Choćby Mt 26:56 "Wtedy wszyscy uczniowie opuścili Go i uciekli"
We wsi Omsk źle się działo w parafii Bogurodzicy. Zawsze w Poście na słowa "Błogosławiony jesteś Panie, naucz mnie praw Twoich" połowa zgromadzenia biła pokłony, a połowa robiła prostrację (pokłon aż do ziemi). Ci, którzy robili pokłony szeptali "Co wy robicie! Teraz miejsce na pokłon!". Na to czołobitni "Pełna prostracja, wy naśladowcy demona!" Wynikały bójki, a batiuszka przerywał nabożeństwo.
W końcu, zmęczeni sporami parafianie poszli do proboszcza, o. Beniamina. "Batiuszka, co jest zgodne z Tradycją: czy w czasie 'Błogosławiony jesteś Panie, naucz mnie praw Twoich' robimy pokłon czy pełną prostrację?". Znając wyniki dysput między parafianami, o. Beniamin zemdlał i osunął się na ziemię.
Pojechali więc do sąsiedniej parafii i spytali o. Onufrego: "Batiuszka, mamy straszną kłótnię u Bogurodzicy - co jest zgodne z Tradycją? Połowa mówi, że na 'Błogosławiony jesteś Panie' robimy pełną prostrację, a połowa, że tylko pokłon. I zaczynamy okrutnie, okrutnie walczyć, aż proboszcz przerywa nabożeństwo. Więc powiedz nam, co jest zgodne z Tradycją?" Widząc zapalczywość w ich oczach, o. Onufry zemdlał i osunął się na ziemię.
Wtedy ktoś zakrzyknął "Pójdźmy do starca Jana i zapytajmy go!". To był wspaniały pomysł. Z pewnością jego odpowiedź przyniesie pokój skłóconej parafii, był przecież szanowany, pochodził z Omska, a przez swoje 94 lata znojnego życia na pewno poznał to, co zgodne z Tradycją.
Toteż wielki tłum zgromadził się przed jego pustelnią. Kilka osób weszło i ujrzało starca leżącego na marach. Z wysiłkiem podniósł się i zaproponował herbatę, ale oni zniecierpliwieni zadali pytanie: "Starcze Janie! Co jest zgodne z Tradycją? Prostracja na 'Błogosławiony jesteś Panie' czy tylko pokłon?" On spojrzał na nich zamyślony: "A czemu się pytacie?". Odpowiedzieli mu:"Bo połowa z nas twierdzi, że pokłon, a połowa, że prostracja. W czasie nabożeństwa ZAWSZE wynikają z tego bójki, aż proboszcz przerywa liturgię."
Starzec Jan uśmiechnął się tylko i cicho powiedział: "Cóż... To zgodne z Tradycją..."
Prawosławny rozbitek:
Robinson Kruzowski rozbił się na bezludnej wyspie na Pacyfiku Po długim czasie przybyła ekipa ratunkowa. Rozbitek zaczął oprowadzać przybyszów po swoich włościach: "Tu mam dom, tu oborę, a tu dwie cerkwie." Szef ekipy zdziwił się: "Jak to, dlaczego dwie cerkwie?" "A, to prosta sprawa" tłumaczył Robinson "do tej cerkwi chodzę co niedzielę. A do tej bym w życiu nie poszedł."
Przychodzi dziewczyna do sklepu i pyta:
- Ile kosztuje ta maska szarego krokodyla? Na bal maskowy idę...
- 300 rubli.
- A ta zielonego?
- Też 300 rubli. Ale może pani iść saute, efekt ten sam, a 300 rubli w kieszeni zostanie.
Spotyka się po kilku latach dwóch znajomych:
- Jak leci?
- Nie najgorzej! Jak się czuję kiepsko przyjeżdża pogotowie. Jak się czuję dobrze - przyjeżdża policja...
Luksemburg.
- Jacques, co dziś robisz?
- Wybieram się na wycieczkę rowerową po kraju.
- A po obiedzie?
Dwóch astronautów na Marsie. Jeden do drugiego:
"Stary, sprawdzimy, czy tu jest tlen. Mamy zapałki, spróbujemy jedną podpalić - albo się uda, albo nie."
Wyciągają zapałki, zabierają się do zapalania, gdy znikąd pojawia się ufok i wrzeszczy, żeby tego nie robili.
Chwila konfuzji, bo może, nie daj Bóg, jaki gaz wybuchowy w powietrzu się unosi, czy jak?
No, ale dla nauki wszystko. Wyjmują drugą zapałkę, a tu nagle cała gromada ufoków ich otacza i skanduje, żeby tego nie robili.
Zapada jednak decyzja - odpalać. Zapałka płonie krótko, gaśnie, nic się nie stało.
Jeden z astronautów do ufoka:
"Ty, czemu mieliśmy zapałki nie zapalać? Nic się przecież nie stało..."
Ufok, we łzach:
"Nie stało, nie stało... Ale dzisiaj jest szabat..."
- Panie generale - zwraca się szeregowy - pozwólcie zadać sobie pytanie. Kiedy z wyrzutni startuje rakieta, po jakiej ona leci trajektorii?
- Pytajcie, szeregowy.
Noc.
Chłopak z dziewczyną obejmują się czule na nadmorskim deptaku:
- Ech Agato, jak to dobrze, żeśmy się dzisiaj poznali!
- Hmmm.... Agato? W zasadzie to nie ma znaczenia, ale mam na imię Sasza.
- Sasza? Też ładnie! I oczy masz takie piękne.... I kolor taki niespotykany - zielony....
- Hmmm.... Zielony? W zasadzie to nie ma znaczenia, ale to soczewki kontaktowe.
- I włosy masz takie piękne!
- Hmmm.... Włosy? W zasadzie to nie ma znaczenia, ale to peruka.
- Dziwna z Ciebie dziewczyna...
- Hmmm.... Dziewczyna? Ale, w zasadzie to nie ma znaczenia...
Pani w klasie po przeczytaniu bajki "O rybaku i rybce" pyta:
- Drogie dzieci, czego uczy nas ta bajka?
Wstaje szczuplutka dziewczynka w ogromnych okularach:
- Bajka uczy nas, że galopujący wzrost popytu w dzisiejszych kapitalistycznych czasach nieuchronnie doprowadzi ludzkość do ekologicznej i humanitarnej katastrofy.
O tempora, o mores, o ku**...