Temat: Perełki Ś.P. Zembatego
Zobaczymy co uda nam się zebrać:
Na oficjalnej gali rozdarł koszulę i rzekł do zdumionej publiczności:
-włosy na klatce
mam po matce!
***
Imię to zostało potężnemu pieskowi nadane przez niżej podpisanego po to, by wyprowadzający go czasem na spacer – Waldek Banasik – mógł, gdy dog urwał się z uwięzi, wołać Haszysz, Haszysz, Haszysz.. budząc zainteresowanie mieszkańców Wrzeszcza, a także miejscowej policji
***
Pewien stolarz - w miasteczku Sucha
Chuja miał na kształt obucha.
I czy wiarę nam dasz,
że ten kutas miał twarz
I uśmiechał się od ucha do ucha?
***
Pewien gorzelnik z okolic Zamościa, oczywiście nielegalny gorzelnik; i dlatego ten Zamość, wytłumaczył mi, że dziś prawdziwych szkodników już nie ma. Ta ściema z Zamościem służy, jeżeli tego nie zrozumieliście bezpieczeństwu gorzelnika. Tak naprawdę pędzi on, gdzie indziej, ale nie powiem gdzie i nigdy się tego nie dowiecie, skurwysyny.
***
Uważni czytelnicy tego (kurwa) blogu wiedzą już to i owo o życiu seksualnym autora, które, co tu kryć, staje się coraz droższe, a przecież tak jak wszyscy chciałbym zacząć oszczędzać i odkładać pieniądze na tzw. czarną godzinę, która przecież czai się już na mnie around the corner i naprawdę czułbym się bezpieczniej, gdybym na wysoko oprocentowanym rachunku bankowym miał przynajmniej 200 zł, a więc kwotę pozwalającą, zdaniem ZUSu, śmiało patrzeć w oczy każdemu niebezpieczeństwu, jakie zagraża ludziom w moim wieku.
***
Podczas rautu w Operze rozmawiałem przez jakiś czas z Andrzejem Wajdą o jego pomyśle nakręcenie jeszcze jednego, po Człowieku z Marmuru i Człowieku z Żelaza, filmie o Człowieku Wolności. Zaproponowałem swoją pomoc przy pracy nad scenariuszem. Mam cholernie dobrą pamięć, niczego co się zdarzyło nie zapominam, no chyba, żeby mi się film urwał, ale coś takiego zdarzyło mi się nie więcej niż trzy razy w życiu i to w dzieciństwie.
***
Nie inaczej było i tej nocy, ale nasze orgie wyglądają nie tak, jak to sobie zapewne wyobrażacie. Mają stosunkowo spokojny, łagodny przebieg i, szczerze mówiąc, są pod względem hardkorowym skromniejsze, niż to, co możemy oglądać w toruńskiej telewizji, lub o wiele ostrzejszej nowej katolickiej telewizji z rybką. Oczywiście, spożywamy wtedy w dużych ilościach wodę ognistą, przede wszystkim własnej roboty. Nie jest to, niestety, nielegalny bimber, lecz nasza w pełni autorska 75 % korzenna nalewka. Picie trunków słabszych jest nudne i trwa o wiele za długo, a przecież naszym molodyciom płacić trzeba. Naturalnie nie chodzi o to, żeby upić je do nieprzytomności i posiąść przemocą. Gwałty zbiorowe w stylu niektórych partii chłopskich wciąż jeszcze nas nie interesują.
My, ludzie już przecież wiekowi, jeżeli w ogóle uprawiamy seks, to tylko po to, żeby zapalić papierosa, który potem smakuje cudownie.
***
Nie, nie pokpiwam sobie bynajmniej ani trochę z gejów, lesbijek, biseksów, transów, zoofilów, czy moich ulubionych nekrofilów. Naprawdę I love all of you. Wiem, że świat bez Was byłby jeszcze straszniejszy. Gdyby nie Wy, kurewskie mohery panoszyłyby się już niepodzielnie, a ojciec kierownik zostałby kardynałem. Wtedy po śmierci Niemca, odbyłoby się konklawe i kierownik zostałby wybrany.
***
Błagam Cię jednak, żebyś nie wierzył mi, a zwłaszcza wtedy, kiedy seplenię, co spowodowane jest coraz większymi brakami w uzębieniu. Będę musiał wreszcie coś z tym zrobić, czyli albo uzupełnić owe luki, albo powiększyć je odważnie, aż do końca.
***
Bardzo być może, że ból głowy, który paraliżuje moje możliwości literackie natychmiast i skutecznie, gdy tylko zaczynam oglądać TVN24, spowodowany będzie dzisiaj nie tyko treścią, ale i formą – zbyt dobrą – w jakiej znajdują się, nie wiedzieć czemu, dziennikarze występujący w tym przedziwnym telewizyjnym teatrzyku. Indywidua te cieszą się stale rosnącym dobrym samopoczuciem, a przecież, gdyby choć przez chwilę zastanowili się nad tym co czynią, posypaliby głowy popiołem i udali się na klęczkach z pielgrzymką do dowolnie wybranego miejsca kultu maryjnego.
Szczególnie chętnie widziałbym taką pielgrzymkę zmierzającą na północ, tam, gdzie przecież czeka na nich wszystkich w swoim sanktuarium skretynienia ojciec dyrektor. Nie wątpię, że przyjąłby ich iście po ojcowsku i, po wyznaczeniu stosownej pokuty, wszyscy dziennikarze z TVN24, nawet red. Miecugow i red. Sianecki, znaleźliby w radyjku spokojną przystań, w której mogliby dokonać dni swoich, prowadząc na gościnnej i świętej antenie pokutno-maryjne Szkiełko kontaktowe.
***
Chyba trochę mnie poniosło wykształcenie i erudycyjne badziewie, którym niepotrzebnie wypełniłem sobie mój chory umysł. Mój ojciec też miał podobny problem ale wszyscy mówili, że ma „umysł encyklopedyczny”. Tego umysłu mój stary dorobił się wyłącznie popijając alkohol, gdy tymczasem ja musiałem pójść znacznie dalej, z upodobaniem unicestwiając moje szare komórki przy pomocy wszelkich używek znanych farmakologii, zielarstwu i policji
***
Życzliwy krytyk to dla twórcy prawdziwy skarb, gdyż na ogół tzw. krytycy to banda zawistnych skurwysynów, niespełnionych grafomanów i psychopatów, których rola sprowadza się do upierdalania wszystkiego, co świeże i nowe już na wejściu tak, by artysta, szczególnie młody i niedoświadczony, wziął na serio ich wredne dywagacje i obrzydliwe wypociny i miał, po zapoznaniu się z nimi, ochotę tylko na wódkę i skuteczne targnięcie się na linę.
***
Mój przyjaciel nazywa się Tadek Klimonda i jest zajebistym akordeonistą, który potrafi wydobywać z instrumentu, zwanego przez muzyków „ciążą” lub „wstydem”, dźwięki, o jakie nikt by akordeonu nie podejrzewał. Co ważniejsze, Tadeusz potrafi dotrzymywać mi towarzystwa w piciu wódki, gdyż podobnie jak ja pochodzi z Beskidu Żywieckiego, gdzie osiągnięcia w tej materii są ponad miarę ludzi z nizin. Potrafimy bez żadnych (pozornie) skutków przekraczać swobodnie granicę jednego litra na głowę, co w każdej chwili możemy udowodnić na żądanie.
***
To miał być bardzo krótki wpis, ale niestety znowu mi nie wyszło… To może dlatego, że niepotrzebnie przy śniadaniu włączyłem TVN24, by wysłuchać Frau Nelly, ogłaszającej swą wspaniałą polszczyzną, iż - mówiąc, że kobiety powinny mieć prawo wyboru - tylko żartowała. Lubię ten typ poczucia humoru. Szkoda tylko, że Janek Maryśka nie pojechał z żoną do Ameryki. Ten tolerancyjny kraj na pewno wysłuchałby z uwagą wszystkiego, co ta wspaniała para, będąca owocem tradycyjnej przyjaźni polsko – niemieckiej, ma do powiedzenia.
***
Seks to naprawdę fajna sprawa, oczywiście gdy odrzucimy amatorskie zalecenia Kościola.
***
Mój przyjaciel - Marek Raczkowski - który tak jak ja bawił się setnie, obserwując owe obrzydliwe żałobne wygibasy, siedząc za moim suto zastawionym stołem, wziął kartkę i wykonał rysunek przedstawiający rękę z czarnymi obwódkami za paznokciami i podpisał go, jak następuje: "Nie podam panu ręki ze względu na żałobę."
***
Nigdy nie zapomnę konsultacji, jakich pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia udzielaliśmy z Januszem Głowackim w stołówce ZLP tłumaczce Cecylii Wojewodzie, wtedy już siwowłosej pani. Janusz Głowacki pamięta, że Cecylia pracowała wtedy nad powieścią Joseph’a Heller’a Coś się stało dla wydawnictwa PWN.
Chodziło o uprawianie samogwałtu, czyli masturbację. Zasugerowałem nieśmiało „bicie kapucyna”. Janusz, po dojrzałym namyśle podsunął „walenie gruchy”.
Cecylia nie była usatysfakcjonowana. Na szczęście w tym momencie w naszą dysputę wmieszał się znany językoznawca Jan Himmilsbach
– Co oni pierdolą? Napisz po prostu: „Leciał w konia”.
Cecylia zapisała sobie to w notesiku i było po sprawie. No niezupełnie, bowiem Janek zażądał natychmiastowej wypłaty honorarium, a Cecylia nie chciała się na to zgodzić. Na szczęście w tym momencie w stołówce pojawiła się wysoka, choć już trochę przygarbiona postać Prezesa Związku Jarosława Iwaszkiewicza.
- Jarosław !– krzyknął Janek - ona mi nie chce zapłacić!
Prezes uśmiechnął się smutno, wyjął portfel, a z niego 100zł, które przekazał Jankowi. I dopiero wtedy było po sprawie.
***
Na jakiejś imprezie aktor Krzysztof Majchrzak opowiedział dowcip o Kubusiu Puchatku i Prosiaczku:
Puchatek i Prosiaczek podczas spaceru po lesie znajdują leżącą na drodze beczkę z miodem. Kubuś rzuca się na beczkę, chcąc dobrać się do ulubionego przysmaku, ale Prosiaczek powstrzymuje go:
- Misiu, jak możesz? Tysiące dzieci na całym świecie wychowuje się na książkach o nas, a ty zabierasz się do jedzenia w ten sposób? Nie mogę na to pozwolić. Miód je się łyżeczką. Mam w domu łyżeczkę i zaraz ją przyniosę, o ile przysięgniesz na głowę naszego przyjaciela, Krzysia, że będziesz tu czekał i do tej beczki nawet się nie zbliżysz.
Puchatek podniósł łapkę i złożył przysięgę. Prosiaczek pobiegł do domu, gdzie z pewnym trudem odnalazł łyżeczkę. Niestety była brudna i zanim doprowadził ja do stanu używalności minęło sporo czasu. Gdy wreszcie z łyżeczką w łapce zdyszany prosiaczek powrócił na miejsce, gdzie wszystko się zaczęło, zadrżał widząc następujący obraz - pomiędzy połamanymi resztkami beczki leżał na plecach miś ucinając sobie drzemkę po zjedzeniu 20 kg miodu.
- Jak mogłeś? - histeryzował Prosiaczek, kopiąc Puchatka w napięty jak bęben brzuszek. Złamałeś przysięgę. Przecież mi obiecałeś. Co pomyślą sobie dzieci?
Puchatek otworzył leniwie jedno oko i warknął:
- Spierdalaj ty głupia świnio, bo cię obrzygam.
Kiedy Krzysztof skończył, dla Maćka i reszty grupy stało się jasne, że ich formacja może nazywać się tylko w jeden sposób - STGS
Wybrałem tylko kilka fragmentów z blogu aby zachęcić wszystkich do jego starannej lektury.
To pychotka. http://www.maciejzembaty.pl/
Jeśli znacie jakieś inne źródełko podzielcie się nim, proszę.